medytacja biblijna na uroczystość NMP Królowej Polski – 3 maja 2014

Matka na drodze

 

 MB-Czestochowska

Stanę w Bożej obecności.
Wprowadzenie 1: stoję z Maryją, Matką Pana pod krzyżem… albo też jestem na wałach jasnogórskich lub w kaplicy MB Częstochowskiej.
Wprowadzenie 2: prosić o łaskę sycenia się świadomością, że mam Matkę.

Na początek przeczytam tekst ewangelii: J 19,25-27

 

Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

 

Droga niepojęta

 

Owo uwolnienie nas spod władzy ciemności i przeniesienie do królestwa umiłowanego Syna (por. Kol 1,13) dokonuje się na drodze znanej Bogu. To Jego dzieło, do uczestnictwa w którym zostaliśmy zaproszeni.

Droga ta wydaje się być w wielu miejscach niezrozumiała na pierwszy rzut oka. Przede wszystkim dlatego, że nie jesteśmy w stanie objąć jej całości, ogarnąć każdego wydarzenia, wyciągnąć wniosków na całą długość jej trwania. Te niepojęte dla ludzkiego rozumu momenty są okazją do rzucenia się w ramiona Boga, do wykonania jeszcze jednego, za każdym razem głębszego gestu zawierzenia Panu.

Maryja, Matka Pana u samego początku, w scenie Zwiastowania nie pojmuje! Jakże się to stanie skoro nie znam męża. Potem w trakcie publicznej działalności swego Syna przychodzi do Niego wraz z krewnymi, by Go powstrzymać, a On nawet nie dopuszcza Jej do środka, wypowiadając jeden z najpiękniejszych opisów tej Niewiasty: Matką mi jest ten, kto pełni wolę Ojca mego. Także scena pod Krzyżem, którą dziś rozważamy zapewne do łatwych nie należała.

 

Bóg rzeczy niemożliwych

 

Bóg dokonuje w człowieku przemian, o których nikomu się nie śniło. Byle tylko na to pozwolić. Byle pamiętać, że On jest Bogiem rzeczy niemożliwych. Byle wsłuchiwać się w słowo Boże, które powtarza, że dla Boga nie ma nic niemożliwego, słuchać i wprowadzić w czyn, bo to nieodzowny warunek do tego, by ziarno mogło wydać plon.

Matka Pana uczyła się Boga i Jego dróg. Żadnych szkół teologicznych czy tytułów naukowych. Prosta i nieznana kobieta nieobracająca się na salonach. Po ludzku nie mająca żadnego wpływu na losy świata.

Czego nas uczy nasza Królowa? Zatopienia w Bogu w swej codzienności. Budowania na Nim, nawet jeśli nic się nie pojmuje. Znajomości własnej kruchości, która powierzona Panu nie jest jarzmem nie do uniesienia. Uczy nas przede wszystkim prostoty i prawdy w byciu sobą.

 

Ustanowił Ją Matką

 

Ją to właśnie Pan Jezus, w najtrudniejszej i najboleśniejszej chwili swej wędrówki, dał nam za Matkę!

W pewnej kolejności. A mianowicie to Ona została wybrana na Matkę i przyjęła, po raz kolejny, misję Ojca. Czyż nie ma tu elementów ponownego zwiastowania? Maryja, która staje się Matką Kościoła i wszystkich uczniów, których miłuje Pan. Już nie pyta jak to się stanie. Nie musi. Ona zawierzyła Bogu. Niewiasto, oto syn Twój.

Przychodzi drugi etap. To Kościół, uczeń otrzymuje ją jako dar. Oto Matka twoja. Bez przyjęcia Jej za Matkę pozostaje niewiadoma, oderwanie czy też rozerwanie szaty. To scena nawiedzenia, bo każdy z nas jest domem Elżbiety i Zachariasza, do którego przychodzi Maryja ze swym Synem, aby przynieść nam błogosławieństwo. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

 

o. Robert Więcek SJ