Medytacja biblijna na Niedzielę Chrztu Pańskiego – 12 stycznia 2013

Bóg jest z człowiekiem

 

Stanę w Bożej obecności.
Wprowadzenie 1: staję nad Jordanem. Patrzę na tłum ludzi cierpliwie czekających. Utożsamiam się z nimi, grzesznikami. Pan Jezus przychodzi do nas i staje między nami.
Wprowadzenie 2: prosić o łaskę odkrywania mocy chrztu świętego.

Na początek przeczytam tekst ewangelii: Mt 3,13-17


Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie? Jezus mu odpowiedział: Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe. Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.



Taki jestem – jeden z wymiarów


Trzcina nadłamana, ledwo tlący się kaganek (Iz 42) – jeden z piękniejszych, jakże realnych opisów człowieka. Do tego podnoszący się głos, krzyk na dworze, bo w taki sposób reagujemy na stres czyli nieprzewidziane wydarzenia lub też długo trwające sytuacje bolesne. Dodajemy jeszcze przychodzące szybko zniechęcenie czy załamanie.

Zbyt prawdziwy opis? To jeden z wymiarów bycia człowiekiem. Izajasz nie prezentuje nam super-człowieka. Podnosi rękę i wskazuje nam widnokrąg, ku któremu zmierzamy. Skupienie się tylko na tym jednym wymiarze nie jest dobrym wyborem.

Pamiętajmy o jednym: nad takim właśnie człowiekiem pochyla się Bóg! Do takiego przychodzi Pan, którego prorok nazywa Sługą.


Rozlał się grzech i łaska


Nad Jordanem rozlał się grzech! Jan udziela chrztu na odpuszczenie grzechów. Woła św. Paweł: gdzie rozlał się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska! Wyobraźmy to sobie. Do rzeki grzechu i zła wchodzi Syn Boży. Podejmuje całość człowieczego doświadczenia. Nie skalał się grzechem, ale solidarnie trwa przy nas w tej jakże trudnym elemencie życia. Bóg jest w moim grzechu. Nie po to, by pochwalić grzech, ale po to, by mnie uratować, wyrwać z paszczy lwa, z objęć śmierci.

A do tego, właśnie pośród całej tej scenerii dociera do nas delikatny głos, głos pełen miłości, jakże troskliwy. Wyznanie Ojca! właśnie tam, gdzie rozlał się grzech Ojciec mówi: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.

Przypomnijmy sobie sakrament chrztu świętego. Przystępowaliśmy do źródła, w którym zmyty został grzech pierworodny i napełnieni zostaliśmy mocą z wysoka. To właśnie w nim staliśmy się dziećmi Bożymi. Rozlega się głos Boga: jesteś mym synem umiłowanym, w tobie mam upodobanie.


Po co przyszedł Syn Boży?


Po co Boże Narodzenie? Pomaga nam prorok. Aby ogłosić Prawo. Dobrze wiemy, że jest to potrójne prawo miłości. Słyszeliśmy niedawno w liturgii słowa, że Bóg jest miłością. Oto źródło, początek i koniec. Wielu twierdzi, że nie da się tak miłować. Gdzie tkwi problem? Chyba w tym, że nie poznaliśmy Miłości, że nie uwierzyliśmy Miłości, która przyszła na nasz grzeszny świat.

Dopiero w tym świetle przychodzi doświadczenie powołania i kształtowania ze strony Boga: Ja Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem. Pragniesz tego?! Przecież niedouczony lekarz nie leczy dobrze, byle jaki pracownik odstawia fuszerkę, leniwy uczeń łapie jedynki i ma luki w wiedzy. Trzeba nam Mistrza, który będzie nas kształtował. Św. Ignacy u kresu swego życia pisze, że Bóg prowadził go za rękę. Gdy damy się prowadzić za rękę odkryjemy co znaczy, że chrześcijanin na mocy chrztu świętego został ustanowiony przymierzem dla ludzi i światłością dla narodów.

Jeszcze konkret przyjścia Pana pośród ludzi. Jest Bogiem-z-nami, by otworzyć oczy niewidomym, ażeby z zamknięcia wypuścić jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności. Paradoksalnie, w świecie tak walczącym o prawa, o wolność, o tolerancję zapomina się o prawie miłości, o prawdziwej wolności i o tym, że człowiek stworzywszy ciemności sam nie może ani ich rozświetlić ani z nich wyjść i innych wyprowadzić.


Dlatego, że Bóg był z Nim (Dz 10)


Czy możliwym jest życie przykazaniem miłości? Oczywiście! Inaczej Bóg by go nie dał. Ojciec dał nam Słowo, Jezusa Chrystusa, który jest Panem wszystkich. On przeszedł dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła. Dziś czyni to samo!

Boimy się, że nie podołamy? Że zadania nas przerastają? Uciekamy w wygodę: ktoś inny się tym zajmie, po co się wychylać. Skąd te obawy? Apostoł narodów woła: jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam! W Dziejach Apostolskich Piotr w domu Korneliusza dwukrotnie podkreśla, że Pan Jezus uczynił wszystko, dlatego, że Bóg był z Nim.

Przekonaj się, że gdy Bóg jest z tobą, a dokładnie ty jesteś z Nim, w Nim zakorzeniony podejmuje się wędrówki na Himalaje bólu, niezrozumienia, odrzucenia. Z Nim nie jest desperacja wyprawa czy rzucanie się z motyką na słońce. Boże przyjście jest faktem, wobec którego trzeba mi zająć jakąś pozycję. Chrzest otrzymałem czyli jestem obdarowany na wszelki sposób i tu też należy się opowiedzieć.


o. Robert Więcek SJ