medytacja biblijna na IV niedzielę wielkanocną – 26 maja 2013

Znać Słowo i stać się głosem

 

Stanę w Bożej obecności.
Wprowadzenie 1: jestem w owczarni, między owieczkami, a potem prowadzony przez Pana Jezusa, Pasterza, wychodzę na pastwiska. Odczuwam całkowite bezpieczeństwo, bo Pan jest ze mną, z nami.
Wprowadzenie 2: prosić o łaskę słuchania głosu Pańskiego, o doświadczenie tego, że Pasterz zna mnie bardzo dobrze.

Na początek przeczytam tekst ewangelii: J 10,27-30

Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy.

 

Znać głos Kapitana

U podstaw wszystkiego jedność Ojca i Syna i nasze współuczestnictwo w tej tajemnicy. To nie my wybraliśmy Boga, ale On wybrał nas i przeznaczył do dobrych rzeczy i dał siły do ich realizacji.

Tylko rozpoznać Jego głos, głos Tego, który nas dobrze zna, po imieniu. On przyjmuje pod sztandar Krzyża i wie kogo przyjmuje, z jakimi możliwościami, talentami, uzdolnieniami, ale i z brakami. Wie, na kogo się decyduje!

Odpowiedzią żołnierza Pańskiego jest wsłuchanie się rozumem i sercem w Tego, który zaprasza nas pod swój sztandar. To posłuszeństwo Jezusowi Chrystusowi i Jego misji w Kościele, posłuszeństwo, które używa rozumu i serca i wszystkiego, czym Pan, w swej łaskawości obdarował człowieka.

Nikt ani nic nie może wyrwać nas z ręki Dobrego Pasterza! Bo On troszczy się o nas. Owce z ufnością i pokorą podążają za pasterzem, bo Ten jest gotowy oddać (i oddaje) swe życie. Nie jest najemnikiem. A my, podążając Jego śladami uczymy się duszpasterzowania, bycia dla innych, troski o stado i owczarnię. Troska ta wyraża się na setki sposobów.

Obowiązek głoszenia

Czynić trzeba tylko jedno głosić słowo Boże, w porę i nie w porę, czy się podoba czy nie podoba, czy się jest przyjętym czy też odrzuconym. Syn św. Ignacego głosi Boże słowo tam gdzie to możliwe i w taki sposób, by ono się rozkrzewiało, by jego żywotność docierała do każdej komórki społeczeństwa, by jego uzdrawiająca moc ogarniała każdą chorą przestrzeń, by jego umacniająca siła brała w swoje ramiona to, co słabe, to co kruche, to co nazbyt jeszcze ludzkie, by prawda tegoż słowa była pochodnią w ciemnościach. Głosiciel nie wstydzi się Tego, którego ogłasza.

Zresztą to jeden ze ślubów, które w profesji się składa –wręcz obowiązek głoszenia słowa Bożego wszystkim, a najbardziej tym, którzy tego potrzebują, maluczkim. Głosić tym, którzy chcą słuchać, bo niestety są i tacy, którzy odrzucają słowo Boże i bluźnią przeciw niemu i uznają się za niegodnych życia wiecznego, jak to podkreśla św. Łukasz w Dziejach Apostolskich. Docierać do kogo się da. Szukać sposobu objęcia i przekazania, rzucenia ziarna, a resztę należy pozostawić, bo to Bóg daje wzrost.

Dziś świat potrzebuje świadków i głosicieli, dobrych (dusz)pasterzy. Świat wręcz łaknie (nie wiadomo na ile jest tego świadom) Dobrej Nowiny przekazanej z miłością i odwagą, ze stanowczością i delikatnością. Jednak nie wszystko pójdzie jak z płatka.

Wobec zazdrości (przeszkód)

Św. Ignacy i jego towarzysze, podobnie jak Apostołowie, doświadczyli przeszkód i to wszelkiego rodzaju. U ich źródeł w wielu przypadkach była owa zazdrość z powodu tłumów i bezmyślne sprzeciwianie się dla samego sprzeciwu bez żadnych podstaw czy argumentów. To choroba także i naszych czasów i wspólnot.

Zagłębieni w słowo Boże, karmieni nim, sycący się nim, osiągamy podwójną korzyść – nie brakuje nam pokarmu i potrafimy radować się sukcesami apostolskimi bliźnich, bo pamiętamy, że w jednej owczarni jesteśmy i jednego Pasterza mamy. Dobry pasterz to ten, który się modli! Za siebie i za lud sobie powierzony.

Bóg wynagrodzi i ludzie wynagrodzą. Uczynią nagrodą poświęcenie i poniesione trudy. Bo na Bogu opierać się winno nasze myślenie, decydowanie i działanie, tylko i wyłącznie na Nim, a wtedy owoc obfity przyniesiemy nie własnych zamiarów, ale za wzorem naszego Pana i Zbawiciela, wypełnienia Bożej woli.

o. Robert Więcek SJ