Medytacja biblijna na 3 niedzielę wielkanocną – 19 maja 2013

Miłość nie jest machinalna


Stanę w Bożej obecności.
Wprowadzenie 1: jestem razem z uczniami nad jeziorem; idę łowić ryby, trudzę się i… nic nie ułowiłem, nic nie znaleźliśmy w sieciach. Doświadczenie frustracji. Potem niespodziewane spotkanie ze Zmartwychwstałym, które wszystko zmienia. Odczuję, że Pan mówi do mnie: Pójdź za Mną!
Wprowadzenie 2: prosić o łaskę miłości żywej i gotowej nieustannie na działanie Pańskie.

Na początek przeczytam tekst ewangelii: J 21,1-19


Jezus ukazał się znowu nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: Idę łowić ryby. Odpowiedzieli mu: Idziemy i my z tobą. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: Dzieci, czy nie macie nic do jedzenia? Odpowiedzieli Mu: Nie. On rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił się w morze. Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko – tylko około dwustu łokci. A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć się nie rozerwała. Rzekł do nich Jezus: Chodźcie, posilcie się! Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: Kto Ty jesteś? bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im – podobnie i rybę. To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał. A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci? Odpowiedział Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś baranki moje. I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie? Odparł Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś owce moje. Powiedział mu po raz trzeci: Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie? Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: Czy kochasz Mnie? I rzekł do Niego: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego Jezus: Paś owce moje. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: Pójdź za Mną!

 

Zebrać się razem

Jakże mało słów, a jakiż dramat ukazuje się nam przed oczyma. Coś się skończyło, jakby urwało w życiu uczniów Pana Jezusa. Oniemieli nie mogą się pozbierać i dlatego wracają do rzeczy sprawdzonych, do tego, co znają i co intuicyjnie sprawia, że powraca równowaga, przynajmniej tak się wydaje.

Nie wypowiadają całych zdań. Słyszymy tylko krótkie jak trzask pistoletu komendy i informacje. A jakże one naładowane przeżyciami ostatnich dni?! Zbieramy się jak Szymon Piotr, Tomasz, Natanael, synowie Zebedeusza i inni. Zbieramy się razem. Bo jedność, poczucie wspólnoty pozwala nam ogarnąć choć po części tragedię, której świadkami byli Apostołowie i my jesteśmy. Trzeba zebrać się razem nie pomimo wszystko, ale w tym wszystkim i z tym wszystkim. W jedności siła!

Idę łowić ryby

Pierwsza reakcja jakby machinalna: Idę łowić ryby. Można przejść do porządku dziennego. Przejdziemy do porządku dziennego, chociaż w wielu sercach zrodził się niepokój o to, co będzie od jutra… Wracamy do normy, ale już, mam nadzieję, nie tak normalni jak przed wydarzeniami.

Trzeba pracować, funkcjonować, żyć. Kir spowił naszą ziemię przez wiele dni, ale nie może okryć do końca naszych dni, tego, co rzeczywistość nam przynosi. Wrócimy do naszych zajęć, daj Panie Boże, przemienieni. I, ufam, mówić będziemy. Nie trwajmy w ciszy uczniów, którzy rzucili się w wir pracy, by nie mówić, by nie patrzeć sobie w oczy, by nie zadawać sobie trudnych pytań.

W głębi siebie roztrząsali, martwili się, walczyli, ale na zewnątrz łowili machinalnie ryby. Nie chcę tej machinalności w moim życiu! Bo jej owocem są puste sieci i jeszcze bardziej rozdarte serca i pozrywane relacje międzyludzkie.

Specjalny czas

Nie mamy szukać specjalnych przestrzeni ciszy, która przemawia. Bardziej szukajmy specjalnego czasu, kiedy to po całonocnej bezowocnej pracy przychodzi chwila, gdy ranek świta. Sprawy nie są z góry przegrane. Wracają już do brzegu, bo w dzień nic się nie ułowi.

Jednak wtrąca się w to Pan Bóg. Brakowało mi bezpośredniego odniesienia do Pana w tych dniach. Apostołowie o Nim nie mówią i my o Nim zbyt często nie wspominaliśmy. Toczy się dziwny dialog Nieznajomego i uczniów. Znowu bez rzeki słów, krótkie pytania i jeszcze krótsze odpowiedzi. 

Uwierzmy, że Pan troszczy się o naszą egzystencję, o braki i niepowodzenia, o nieudane połowy. Tylko wsłuchajmy się, co chce nam powiedzieć, gdzie mamy zarzucić sieci, a znajdziemy! Po prawej stronie – od prawdy i prawości pochodzi. Opierając się na prawdzie, choć wysiłku ponieś trzeba będzie brzemię, okaże się, że z powodu mnóstwa ryb nie będziemy mogli wyciągnąć sieci na brzeg.

Znów oniemienie

Rozglądnij się, ale nie baw się w futurologa. Przyjdzie otrzeźwienie i odświeżenie pamięci. Znak, który był znany, a zapomniany. Iluż Janów nieśmiało i z drżeniem wypowiedziało szeptem (bo nie do wszystkich mówił umiłowany uczeń, tylko do Piotra się zwrócił), że to jest Pan!

Nikt na siłę nie mówi, że męka, śmierć, tragedia są dobre! Pan na pewno tego nie powiedział. Przyjdzie załamanie, powrót do codzienności i tam dopiero, po czasie żałoby, zrobi się przestrzeń na odkrycie faktu, że w tym jest Pan. Niech dotrze cudowność i pewność połowów, które przychodzą po bezowocnych nocach.

Bo spotkanie było i to nie jedno, a teraz wyznania w codzienności trzeba. Wyznania janowego w szepcie to jest Pan i piotrowego w jego gwałtownych i nie do końca przemyślanych ruchach, które też o miłości mówią. Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: Kto Ty jesteś? bo wiedzieli, że to jest Pan.

Ty wszystko wiesz…

Na koniec jeszcze jeden krótki dialog. O miłości lepiej wiele nie mówić. Dopiero po odkryciu Zmartwychwstałego przychodzi czas i miejsce na rozmowę o sednie. Czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci? Bo ta miłość, jak każda prawdziwa, chce całości: całym sercem, całym umysłem, całym ciałem, całym sobą. Ona nie znosi połowiczności, wybiórczości, a poruszenia chwili jej nie zadowolą. Ona chce stałości! Stałości wedle możliwości w danym momencie.

Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Tak jak potrafię najlepiej. Myślą, słowem, decyzją i czynem. Ustami i rękami. Nie tylko od święta, a w świątek i piątek, w dzień i w nocy. Wobec doświadczenia życia i przeżycia śmierci. Wobec święta i tragedii. Na miarę moich możliwości!

Trzykrotne to nie nachalne czy z wyrzutem. O ważnych rzeczach mówi się w taki sposób! Tak Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię miłuję! Bez rozwodzenia się w nieskończoność.

Wobec tego wszystkiego, z bagażem tych doświadczeń usłysz: Pójdź za Mną!

o. Robert Więcek SJ