Medytacja biblijna na 4 niedzielę Wielkiego Postu – 14 kwietnia 2013

Ojciec, syn, bracia

 

Stanę w Bożej obecności.
Wprowadzenie 1: jestem w domu ojca i przypatruję się całej sytuacji „przejęcia majątku”, a potem „powrotu” syna. Przyglądam się ojcu i jego reakcjom, uczuciom, zachowaniom.
Wprowadzenie 2
: prosić o łaskę odkrywania tajemnicy miłosierdzia Bożego, o odkrycie faktu, że jestem nieustannie oczekiwany w domu Ojca.

Na początek przeczytam tekst ewangelii: Łk 15,1-3.11-32

W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się.

ten mój syn był umarły, a znów ożył…

Jesteśmy świadkami powstania z martwych, świadkami nowego życia, gruntownej przemiany serca, przemiany sięgającej głębi i dotykającej tego, co najważniejsze. Czyż nie jest to jak rozkwitnięcie pąka kwiatu czy wręcz całej połoniny krokusów na przedwiośniu? Czy nie pragniemy takowej zmiany?

Ciekawe, bo nie ma tu tabunów wozów transmisyjnych i tłumów dziennikarzy czy paparazzich.Umknęło im takie wydarzenie? Czy też nie ma w nim żadnej sensacji. Na sto procent staliby dziś u wrót domostwa ojca w chwili, gdy syn w splendorze „bohatera” bierze los w swoje ręce, „wyzwalając się” spod dominacji rodzica, pokazując, że bunt jest najlepszą drogą. Na pewno pokazywano by to wydarzenie bardzo obiektywnie, że był tłamszony, że dochodziło w tym domu do przemocy, że trzeba „uratować” to dziecko z ręki okrutnego tyrana.

Świat nie chce uwierzyć w zmartwychwstanie Pańskie, nie chce uwierzyć w możliwość powstania z martwych, ożycia po śmierci. Świat skoncentrował się na śmierci i, o dziwo, jest mu z tym dobrze! Takie nawrócenie jakże niewygodnym się staje dla scenarzystów współczesnej sceny. Komentarze są proste: zbzikował, pomieszało mu się w głowie, odszedł od zmysłów, zwariował, klepki mu się poprzestawiały. I ten nasz głupi świat widzi na własne oczy tragedię „uwolnionego” syna i sam go wpędza w spiralę zniewolenia i palcem nie rusza, by mu pomóc.

Jak dobrze, że Ojciec cieszy się z powrotu syna marnotrawnego! Tylko On dostrzega istotę całego wydarzenia. Trzeba nam przestać pukać się po głowie, czy też kręcić nią z niedowierzaniem, a robić to samo, co dziś Bóg nam pokazuje. Bóg cierpliwie wygląda syna. Pan wierzy w człowieka, bo wie kogo i na jaki obraz stworzył i czym te stworzenie ubogacił i w co wyposażył. Pan zna możliwości człowieka aż nadto!

ten brat twój był umarły, a znów ożył…

Jeśli nie czekamy na powrót brata to nigdy nie uradujemy się nim. Bez ufnego i tęsknego wyglądania za bratem nie spostrzeżemy go z daleka. Gdy serce nie bije za bratem nie rozpoznamy go pod łachmanami nędzarza. Bez miłości, która wszystko znosi i ufa we wszystkim nie wybiegniemy mu naprzeciw. Nie mając wiary i nadziei nie obejmiemy go ramionami.

Nie idzie o Jego syna, ale o mego brata. To jest ten przeskok. Tu jest oś każdego nawrócenia, powstania z martwych! Gra toczy się nie o anonimowego grzesznika, ale o mojego brata, którego znam z imienia, bo z mojego domu pochodzi.

Dokonuje się to nie w światłach jupiterów na scenach świata, który żyje anty-cywilizacją śmierci. Miejscem tegoż powstania z martwych jest proste spotkanie, objęcie, spojrzenie w oczy, z których wartkim strumieniem płyną łzy miłości o smaku przebaczenia, miłosierdzia, powrotu do domu, zdumienia szeroko otwierającego oczy, uszy i serce. W taki właśnie sposób funkcjonuje cywilizacja życia, cywilizacja miłości. Brat, mój brat to intymność bycia w jednej rodzinie. Tu nie ma miejsca na zazdrość. Przestrzeń bólu z jego odejścia i horyzont nadziei na jego powrót. Kielich życia wypełniony po brzegi drogocennym winem, z którego nie chciejmy uronić ani kropli, nawet jeśli wydawać się może zaprawiona goryczą.

Pan Jezus przyjmuje celników i grzeszników, synów i córki marnotrawne całej ludzkości. Czyni z nich swych braci i siostry i dlatego zbawia wszystkich! Bóg przypomina pewną obietnicę, której udzielił całej ludzkości i każdemu z nas: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. Kiedy brat jest mi bratem, moim bratem, wtedy będę się weselił i cieszył z tego, że ten brat mój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się.

o. Robert Więcek SJ