Medytacja biblijna na 2 niedzielę Wielkiego Postu

Taborowe przebudzenie

Stanę w Bożej obecności.
Wprowadzenie 1: idę z Panem Jezusem na Tabor. Pragnę Mu towarzyszyć i zobaczyć jak bardzo kocha Ojca. Porozmawiam z Synem o miłości do Ojca i z Ojcem o miłości do Syna.
Wprowadzenie 2: prosić o łaskę trwania przy Bogu na Górze Tabor, o usłyszenie orędzia o byciu umiłowanym.

Na początek przeczytam tekst ewangelii: Łk 9,28b-36 

Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy [tamci] weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie! W chwili, gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmili o tym, co widzieli.

Spójrz na niebo i policz gwiazdy (Rdz 15)

Pierwsza część polecenia wykonalna i całkiem przyjemna, druga zaś dotyka niemożliwości ludzkich. Gdy zachwycimy się ilością gwiazd i przełożymy to na zapewnienie Boga, to otworzy się nam jeszcze szerzej serce, bo odkryjemy, iż dla każdego jest miejsce w królestwie niebieskim, że nikt u Boga nie jest wyjętym spod prawa i poszukiwanym listem gończym za jakieś zbrodnie.

Patrz w niebo, by widzieć przyszłość! Nie na czubki własnych butów. Unieś nieco swą głowę, by nie przygniotło cię jarzmo codzienności, byś nie nosił jej jak woły swoje chomąto w zaprzęgu. Owo spojrzenie nie stanie się fruwaniem w obłokach, bo nogami stąpasz po ziemi. Ono ma skierować serce tam, gdzie jego miejsce, tam, gdzie jego spełnienie, tam, gdzie bić będzie już na wieki.

Obietnica złożona przez Boga realizuje się dokładnie, nigdy wbrew człowiekowi, gdyż bez człeczej zgody Pan zbyt wiele uczynić nie może. Spojrzysz w górę, to zobaczysz nieprzeliczoną ilość gwiazd, nieogarnioną przestrzeń, w której poczujesz się jak pyłek, ale przecież to pyłek w rękach Bożych, jakże drogocenny to proch! Naszą ojczyzną jest właśnie niebo!

Jednorazowe przebudzenie-wstrząs

Skąd lęk przed Panem? Przecież to trzej najbliżsi, Piotr, Jan i Jakub, a tacy przestraszeni. Takie doświadczenie Boga już nie zostawia człowieka takim samym. To radykalna przemiana serca i umysłu, taka wizja, która przewraca świat do góry nogami. Ogólnie nie lubimy takowych przemian! Dobrze nam w naszych grajdołkach, a tych, którzy twierdzą inaczej nazywamy wichrzycielami i niespokojnymi głowami. Przecież dobrze wiemy, że takie zmiany nie zachodzą codziennie. Doświadczenie Góry Tabor było jednorazowe.

Strach przed niespodziewanym (czytaj w domyśle niekontrolowanym) wydarzeniem. Już znali Pana Jezusa, wiedzieli, że wychodził na górę, aby się modlić. Byli tymi, którzy Mu towarzyszyli. A On za każdym razem ich zaskakiwał. Wreszcie na własne oczy, choć nieco zaspane, ujrzeli owoce spotkania Pana z Ojcem: wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. Na dodatek jakieś nieproszone towarzystwo się przyplątało, które w tak kolokwialny sposób z Mistrzem rozmawiało.

Podkreśla ewangelista, że owa trójka apostolska była snem zmorzona, a gdy się ocknęli, ujrzeli. Ocknąć się to takie wyrwanie z zawieszenia w próżni. Potrzeba takiego zerwania się w środku nocy, by dotarła istota Przemienienia. Potrzeba przebudzenia, aby doświadczyć, że dobrze, iż tu jesteśmy.

Nieodzowny przebudzający Tabor

W czym tkwi sedno Przemienienia? W dialogu między Synem a Ojcem. Czyż Pan nie potrzebował Góry Tabor, by podjąć Golgotę? Boimy się tej góry, bo myślimy o tamtej.

Podszepty złego ducha idą właśnie w tym kierunku. Wyprzedzają wydarzenia. Wybiegają w przyszłość i pokazują ją w monstrualnych, zdeformowanych obrazach. To nie Boży obraz potomstwa licznego jak gwiazdy na niebie, jak piasek na brzegu morza. To niekończące się pasmo udręk, trudu, walki. Bez Taboru nie zrozumiemy nic z Golgoty.

Co jest Taborem? Takie doświadczenie, w którym, jeśli wejdziemy, chcielibyśmy pozostać na zawsze, które nigdy miałoby się nie skończyć. Gdy wydobywa się z naszych ust bełkot: Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Zrobimy wszystko byle tylko zatrzymać tę chwilę!

Misja, a nie wakacje pod gruszą

Zauważmy, że z zewnątrz przychodzi takie obudzenie, potrząśnięcie za ramię. Znowu Ktoś psuje nam atmosferę, klimacik, który sobie poukładaliśmy, rozwala gniazdko, które sobie uwiliśmy. Tabor to misja, a nie wakacje pod gruszą.

Bo oto obłok (choć niezbyt uczeni, ale dobrze wiedzieli, że to znak obecności Bożej) się pojawia i słyszą z niego (od Boga) głos: To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie! Czy szukasz jeszcze konkretniejszej misji? Czemu jeszcze pytasz jaka jest wola Ojca? Prosić o dogłębne poznanie Pana, który dla mnie stał się człowiekiem, abym go więcej kochał i więcej szedł w jego ślady.

By misja dotarła do serca i tam się zakorzeniła koniecznym jest czas milczenia. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmili o tym, co widzieli. Przetrawić to trzeba, jak każdy życiodajny pokarm. Misją trzeba się nasycić. Misją jest Jezus Chrystus, a zaprasza do niej przedziwnymi słowami: Jeśli kto chce iść ze Mną… w tych samych warunkach… na tych samych prawach

o. Robert Więcek SJ