Podarowany czas

W piękne letnie popołudnie młoda kobieta przysiadła się do nieznajomego, który siedział na parkowej ławce, znajdującej się na skraju placu zabaw.
– Ten malec w czerwonym sweterku na zjeżdżalni to mój syn – objaśniła swojego sąsiada.
– Naprawdę miły chłopak – powiedział mężczyzna. – Mój syn to ten w niebieskim skafandrze na huśtawce.
Mówiąc to, spojrzał na zegarek i zawołał w stronę syna:
– Stefan, powinniśmy już iść do domu.
– Jeszcze tylko pięć minut! Proszę, tato, tylko pięć minut – błagał Stefan ojca, który na znak, że się zgadza, skinął głową i syn od nowa rozkołysał huśtawkę.
Ojciec ponownie usadowił się na ławce, wystawił na kilka minut twarz do słońca i przyglądał się dziecięcym zabawom. Po czym zawołał:
– Chodź, Stefan, idziemy.
– Ach, tato, jeszcze pięć minut. Proszę, jeszcze tylko pięć minut!
Ojciec uśmiechnął się i rzekł:
– No, dobrze, niech będzie!
– Z pana to naprawdę wyrozumiały ojciec – powiedziała młoda kobieta.
– Taki znowu wyrozumiały to ja wcale nie jestem. Postępuję tak bardziej ze względu na siebie – odrzekł mężczyzna.
– Wie pani, przed rokiem mój starszy syn Florian uległ śmiertelnemu wypadkowi, przejechany tu w pobliżu na swoim rowerku przez pijanego kierowcę. Z powodu swojej pracy nigdy nie spędzałem z Florianem dużo czasu, a teraz wszystko bym dał za pięć minut przebywania z nim. Przyrzekłem sobie, że w przypadku Stefana nie popełnię drugi raz takiego samego błędu. On myśli, że zyskał jeszcze pięć minut, by się pohuśtać. W rzeczywistości to ja otrzymałem jeszcze pięć minut, by móc popatrzeć, jak mój syn się bawi.
Norbert Lechleitner – Słońce dla duszy