Medytacja biblijna na 31 niedzielę zwykłą

Monoteizm miłości.

Stanięcie w Bożej obecności

Wprowadzenie 1: wyobrażę sobie spotkanie uczonego w Piśmie z Panem Jezusem, by podjąć rozmowę o tym, co w życiu najważniejsze; atmosfera szczerości i poszukiwania zgodnie z sumieniem.

Wprowadzenie 2: prosić o łaskę wiary głębokiej i ufnej, o łaskę miłości pełnej z Boga wychodzącej i ku Bogu prowadzącej.

Na początek przeczytam tekst ewangelii: Mk 12,28b-34

Zbliżył się także jeden z uczonych w Piśmie i zapytał Go: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? Jezus odpowiedział: Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych. Rzekł Mu uczony w Piśmie: Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary. Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: Niedaleko jesteś od królestwa Bożego. I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

Politeizm czyli ateizm

Współczesny politeizm to nie wielobóstwo, ale włożenie Boga między inne sprawy, jako jedna z nich. Bożkami nikt się nie zajmuje.Bogiem tak samo. Z tą różnicą, że bożki w odpowiednim czasie ściągną swoją daninę biorąc w niewolę, a Bóg w pokorze trwa pukając do drzwi serca ludzkiego.
Politeizm stał się twarzą ateizmu. Rozmycie prowadzi do odrzucenia wszystkiego albo też do korzystania na tyle, na ile (i kiedy) to mi odpowiada i na ile na tym skorzystam czyli do relatywizmu.

Trzy twarze politeizmu

Kto z kim przestaje takim się staje! Czy chce czy nie chce! To nie jest żadna determinacja czy jakieś fatum. Jeśli ciągle pozwalamy, aby krople zła wsiąkały w nas to nie dziwmy się, gdy odkryjemy, że jesteśmy nim zatruci. Nikt nie oddycha trującymi substancjami chyba, że coś mu się w głowie pomieszało. Co mi daje faszerowanie się ciągłym narzekaniem, jednostronnymi opiniami tych, którzy za autorytety się uważają, a co mi przynosi chwila kontemplacji piękna świata, małym-wielkim dobrem człowieka i w człowieku odkrywanym?
Innym objawem politeizmu jest skakanie z kwiatka na kwiatek. Nigdzie nie usiądzie, by się zastanowić i ułożyć swoją codzienność. Nigdzie też nie zbierze nektaru, aby miodem się nasycić, szczególnie w chwilach trudnych (to głody, które ujawnią się na pewno). Tutaj mamy niechęć do podejmowania odpowiedzialności, której coraz więcej wokół nas. Tylu nieodpowiedzialnych mędrców! Tylu oratorów głoszących nauki i nie ruszających palcem, by choć jedno słowo wcielić w praktykę. Nie-odpowiedzialność to brak odpowiedzi na podstawowe pytania, to ucieczka do nich, lecz jest to ucieczka do nikąd, bo przed nimi nie ma ucieczki!
Politeizm dziś to wrzucanie do jednego worka czego się da, potrząsanie nim, a potem wyciąganie tego, co pod rękę się nawinie. Czy odebrało nam rozum? Bawimy się w loterię i… wydaje się nam, że bierzemy nagrodę, bo ona się nam należy, obojętnie czy jest przydatna czy nie, czy niszczy nas czy buduje? Według jakich kategorii dobieramy rzeczy, sprawy, relacje w naszym życiu? Nie wszystko jest dobre. Nie wszystko się nadaje. Kiedyż to zrozumiemy?

Centrum czy peryferie?

Monoteizm to nie fanatyzm. Bóg jest punktem odniesienia. Nie jedną z rzeczy, ale centrum, wokół którego wszystko inne się układa. Jak słońce w układzie słonecznym. Wołanie o decentralizację niestety w większości przypadków jest właśnie odkryciem kart wielobóstwa i prowadzi do rozczłonkowania organizmu. Czyż oko może powiedzieć ręce nie potrzebuję cię? (warto przeczytać 1Kor 12,12-27)
Czy człowiek żyć może mając kilka punktów odniesienia? Czyż nie będzie rozdarty w sobie? Bez centrum działa siła wyrzucająca nas na peryferie życia. Wtedy nimi się zajmujemy zapominając, że jest centrum, środek, centrum! Nie da się wyznaczyć kręgu bez ustalenia jego środka. Tak naprawdę nie mając centrum wszystko się rozwala, rozpada na części, panuje chaos czyli wielobóstwo, który tym właśnie się charakteryzuje.
Ile konfliktów interesów między poszczególnymi bożkami? I, w konsekwencji zabijania innych, powoływania do życia nowych, bardziej pasujących, idących z duchem czasu, nie przeszkadzających, nie wyrzucających niczego. Lubuje się dzisiejszy świat w tworzeniu takich bóstw, które nie mówią, nie słyszą, nie widzą, nie komentują. Noszą bożki przez siebie rzeźbione, woła psalmista i stają się ich niewolnikami o czym już wcześniej wspomniałem.  Decentralizacja (zniszczenie centrum) to uczynienie z narodu, rodziny, bezkształtnego tłumu, którym można manipulować. Składamy takim bożkom ofiary i całopalenia, niekiedy krwawe, nie zdając sobie z tego sprawy!

Monoteizm Miłości

Wiara w Tego, który jest Miłością. Proponuję monoteizm miłości odpowiedzialnej, wymagającej, służebnej. To Boże jeśli chcesz stoi przede mną otworem. Mogę sięgnąć. Monoteizm miłości, której nie da się traktować wybiórczo (wtedy przestaje być miłością). Bierzesz cały pakiet albo odchodzisz z kwitkiem.
Monoteizm miłości jest w promocji całą wieczność! A całym pakietem jest kochać Boga, bliźniego i siebie samego. Centrum i peryferie są uporządkowane. Każda rzecz, wydarzenie, relacja znajduje się na swoim miejscu.
Zanim jednak wpatrywać się będziemy w monoteizm miłości trzeba nam się nauczyć jednej podstawowej rzeczy, a mianowicie słuchania. Pierwsza reguła tego monoteizmu brzmi: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Miłość jest jedna, niepodzielna. Bo jeśli Jeden jest i nie ma innego prócz Niego to miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary.
Po odpowiedzi Pana Jezusa, że uczony jest blisko królestwa Bożego, nikt już nie odważył się więcej Go  pytać. Bo tu nie ma co pytać! Wybierasz monoteizm miłości czy politeizm-ateizm ze wszystkimi konsekwencjami jednego i drugiego wyboru!?

o. Robert Więcek SJ