Medytacja biblijna na 30 niedzielę zwykłą

Od apatii do życia dzięki wierze

El Greco, Uzdrowienie niewidomego, 1570–1575, Galeria Narodowa, ParmaTekst ewangelii: Mk 10,46-52

Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: Synu Dawida, ulituj się nade mną! Jezus przystanął i rzekł: Zawołajcie go! I przywołali niewidomego, mówiąc mu: Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: Co chcesz, abym ci uczynił? Powiedział Mu niewidomy: Rabbuni, żebym przejrzał. Jezus mu rzekł: Idź, twoja wiara cię uzdrowiła. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

Na uboczu

Pomimo jakże rozwiniętego zmysłu społecznego większość ludzi znajduje się na uboczu, gdzieś siedzimy przy drodze i przyglądamy się lub też przysłuchujemy temu, co na niej się dzieje, kto przechodzi, o czym opowiada. Nie chce się wejść w nurt życia! I traci swoje imię.
Siedzi pani x czy pan y! Okazuje się, iż to konkretna osoba, ale choć tak szczegółowo opisana to bez imienia. Ileż dowiadujemy się o nim w tych kilku słowach. Po co mi te wiadomości jeśli nie znam jego imienia?
Człek zapada w pewną apatię, inercję, otępienie. Nie chce się mu się nic: ani myśleć, bo boli, ani mówić, bo po co strzępić sobie język, ani działać, bo się zmęczy. I ogromne zaniedbanie siebie i innych. Skąd my to znamy? A pomyślałeś, że to działanie złego ducha?  Przecież wiemy, że on nie chce byśmy żyli, a opisana sytuacja mówi o wegetacji, a nie żywotności.

Wykrzycz!

To nie osąd tylko spostrzeżenie. Masz wielkie pragnienia? Marzysz? To zapewne nie chciałbyś być nazwany marzycielem, co oznacza w tym kontekście człowieka pozostającego w sferze snów, który nigdy nie zakasze rękawów, który nawet palcem nie ruszy, by stały się one ciałem. Taki z lekka zawieszony.
Bartymeusz, choć znajduje się w takim opłakanym stanie (bo kalectwo, bo środki utrzymania itd.) nie zapomina o człowieczeństwie. Chce się wyrwać z tej apatii, z przyzwyczajenia, które spętało jego nogi. Choć ruszyć się nie może to słucha niezwykle uważnie. Rusz się w odpowiednim momencie. Odkryj w sobie chęć, by się wyrwać z kręgu obojętności, tumiwisizmu, nie przejmowania się, założenia, że nic nie da się zmienić.
Zauważa ewangelista, iż Bartymeusz słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! Początek w przywoływaniu Pana Jezusa! Bez tego okowy demona zniechęcenia i obojętności nie puszczą. Wyrwał się krzyk z jego piersi, krzyk uwolnienia, krzyk wolności. Wyznaje, że jego stan jest fatalny, że potrzebuje litości, że pragnie miłosierdzia.

Przeszkody przy drodze

Nie krzyczymy, bo się wstydzimy, bo co inni powiedzą, bo lękamy się, że stracimy. Czy coś się zmieniło w działaniu masy? Nic! Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Czemuż to nastawało? Bo stał się niewygodny, bo zaczął burzyć ustalony od wieków porządek, bo zakłócał święty spokój. Przecież można iść za Panem Jezusem i nic nie zmienić w swym życiu. Po co krzyczy?
Nie zapominajmy, że zły duch też nie popuści. Zresztą wystarczy usiąść i na spokojnie rozważyć ostatnio podjętą propozycję zmiany. Udało się? To chwała Pana. Nie udało się? Cóż, można spróbować jeszcze raz. Nie od razu, nie za pierwszym razem zawsze wychodzą eksperymenty. Chodzi mi o inną rzecz, a mianowicie, rozważ trudności, które ni stąd ni zowąd pojawiały się przed oczyma. Te trudności to ów tłum, który nastaje, abyś umilkł. Warto podkreślić, że to tłum, a nie konkretne osoby (zło często jest rozmyte, bez twarzy, a presja tłumu czy jak to się twierdzi opinii publicznej wydaje się być walcem miażdżącym wszystko na swej drodze).
Jednak, o dziwo, rodzi się w mym sercu podziw dla Bartymeusza, bo on zamiast się zamknąć jeszcze głośniej wołał: Synu Dawida, ulituj się nade mną! Bóg nie jest głuchy! On wołał dla siebie i dla innych. Jakże niektórzy nie lubią świadectw o tym, co Pan Jezus zdziałał w życiu drugiego, irytują się, wkurzają, wyśmiewają. Krzycz na całe gardło: Synu Dawida, ulituj się nade mną! Potrzebuję Ciebie! Chcę się ruszyć!

Zawołajcie go!

W odpowiednim czasie, gdy serca ludzkie jest gotowe, Pan Jezus przywołuje, a czyni to przez innych. I tu następne zdziwienie, bo ten sam tłum, przywołując go szepcze mu do ucha: Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię. Zobacz jaką moc ma w sobie wołanie Pana! Byle usłyszeć i pozwolić, by dotarło nie tylko do uszu, ale i do serca. Jakaż przemiana w tych, którzy chcieli świętego spokoju! Oni uczestniczą w całym wydarzeniu.
I jakaż przemiana w tym, który wołał wniebogłosy: zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. Wyobraźmy sobie jak to niewidomy na słuch zrywa się gwałtownie i po omacku śpieszy do Pana. Komiczna scena? A ja powiem, jakże wielkie wyznanie wiary! Dochodzi do spotkania, oko w oko. Co chcesz, abym ci uczynił? Żebyś wiedział czego chcesz, bo to nie matka, ojciec, babcia, dziadek, przyjaciel, przyjaciółka, dziewczyna czy chłopak tu cię przyprowadzili. Sam przyszedłeś, przyczołgałeś się, choć na chwile wszedłeś w nurt płynącego życia. Co chcesz, aby Pan ci uczynił? Rabbuni, żebym przejrzał.
Wypowiedz, a usłyszysz: Idź, twoja wiara cię uzdrowiła. Nie lękaj się! Nie bój się przejrzenia. Nie bój się pójścia za Nim drogą, bo dopiero w tej chwili żyjesz i zanurzasz się w wody żywota prawdziwego.

o. Robert Więcek SJ