Archive for Sierpień 2011

OGŁOSZENIA PARAFIALNE

XXII NIEDZIELA ZWYKŁA
28.08.2011
 
1. Od przyszłej niedzieli (4 września) wznawiamy odprawianie Eucharystii o godz. 12:30 i 18:00. Księża polscy będą dyżurować w kancelarii w poniedziałki, wtorki i czwartki od 17:00 do 18:30. W tych samych godzinach w środy będzie dostępny ojciec proboszcz Sebastianos Freris. Do niego kierujemy wszystkich, którzy pragną zawrzeć małżeństwo z osobami innych wyznań i narodowości.
2. Przygotowanie do chrztu w poniedziałek 29. sierpnia w ramach Mszy św. i spotkania o godz. 19:00.
3.    W pierwszy piątek września spowiadamy od 17:30. Msza w języku greckim będzie o 19:00, w języku polskim o 20:15.
4. Dyrekcja Polskiej Szkoły przypomina, że rozpoczęcie roku szkolnego dla nauczania ramowego będzie w czwartek 1. września. Uczniowie Szkoły Podstawowej spotkają się o godz. 9:00, Gimnazjum i Liceum o godz. 11:00.
5. Uroczyste rozpoczęcie nowego roku duszpasterskiego planujemy na niedzielę 18. września.

MEDYTACJA NA UROCZYSTOŚĆ MATKI BOŻEJ CZĘSTOCHOWSKIEJ

Mamy Syna i Matkę!

Medytacja na uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej

Tekst ewangelii: J 2,1-11

W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.

Jakże dobrze, że mamy Matkę!

Taka nam bliska. Taka umiłowana. Przed Nią tacy prości jesteśmy. Z radością i pokorą do Niej jedziemy. I opowiadamy co się u nas dzieje, co w sercach pulsuje, co w głowach pracuje. Ona stała się obecna we wszystkim.
Do Niej się zwracamy w chwilach zawirowań, kiedy ciemność ogarnia nas, gdy czegoś zabraknie. Więcej nawet, nie zauważamy braków, a Ona je widzi i odnosi do Boga. Od Niej możemy uczyć się zdolności przewidywania i sztuki zwracania się do Pana. Bez wstydu, ale nie bezwstydnie. Bez żenady, ale nie bezczelnie. Bezradni, ale nie bez uszanowania. Ramiona Matki są zawsze otwarte i przygarniają każde przychodzące dziecko.

Przez Maryję do Chrystusa

Czy to miałoby zabierać miejsce Jej Syna, a naszego Pana Jezusa Chrystusa? Kto takie zarzuty wysuwa oznacza, że nic a nic nie pojął z matczynej miłości! Gdzie Pan Jezus tam i Maryja. Przecież Ona na każdym wizerunku wskazuje na Niego, do Niego prowadzi. Przez Maryję do Chrystusa.
Czyżby cały Naród, przez tyle wieków czczący Maryję Jasnogórską się mylił? Tylu papieży, biskupów, kapłanów i wiernych u Jej stóp odkrywało Boga. Sensus fidei to mądre określenie, które obejmuje to, w co wierzymy i czym staramy się żyć. Ten zmysł wiary pokoleń wskazuje właściwą drogę. Nie zawiedliśmy się kiedy oddaliśmy w Jej ręce naszą egzystencję! Z czegóż to kardynał Wyszyński czerpał?
Ona sama nigdy nie skupia uwagi na sobie: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie i znika ze sceny. Nie odbiła piłeczki. Nie pozbyła się problemu. Wskazała właściwy adres. Bo cóż więcej można zrobić jeśli ktoś szuka domu? Podprowadź i wskaż bramę.

Cud Kany Galilejskiej

Cuda niewidy? Jak słuchamy tej ewangelii o wodzie, która stała się winem? Popatrzmy na życie Maryi, Matki Pana i naszej Matki, a przy odrobinie dobrej woli zobaczymy, iż woda codzienności przemieniła się we wspaniałe wino święta. Trzeba cierpliwości, bo wino im starsze tym lepsze. Trzeba pokory, bo ziarno rzucone w ziemię powoli obumiera, kiełkuje i wydaje plony. Trzeba zgody na wodę i pustych stągwi. Wszak gdyby pod ręką nie było wody i stągwi to jak mogliby wypełnić polecenie Pana? Gdyby zaś stągwie były czymś napełnione to nie dolejesz do już wypełnionego.
Wierzmy w cud Kany Galilejskiej tak jak wierzyli nasi Rodacy, kard. Wyszyński, papież Jan Paweł II, błogosławiony Jerzy Popiełuszko? Wierzymy, że Bóg działa i dziś czy też popadliśmy w grzech samowystarczalności tzn. pychy, że sami sobie poradzimy i nikt nie będzie się wtrącał w nasze sprawy? Nigdy Bóg nie bije nas po rękach kiedy coś niedobrego robimy. Delikatnie wskazuje, że nie tędy droga, ale szanuje naszą wolność!
Czasami podobni jesteśmy do starosty weselnego: pijemy doskonałe wino Bożej miłości, ale nie wiemy skąd pochodzi, nawet się nie zastanawiamy. Pijemy to wino jakbyśmy pili (by nie rzec żłopali) najzwyklejszą wodę. Maryja uczy nas rozpoznawania wody i wina, delektowania się jednym i drugim.

I na tym polega objawianie się chwały Boga w życiu wierzących, w życiu Maryi, a wiara wzrasta.

o. Robert Więcek SJ



MEDYTACJA BIBLIJNA NA 22 NIEDZIELĘ ZWYKŁĄ

Zyskać cały świat?
Nasza miniatura należy do cyklu obrazów ze średniowiecznego modlitewnika Devotionale pulcherrimum (Codex Einsidlensis 285), wykonanego w 1472 roku dla Ulricha Rösch (1463-1491), opata klasztoru St. Gallen, i w zasadzie nie pasuje do dzisiejszej ewangelii. Ewangelia 22 Niedzieli Zwykłej opowiada o rozmowie Jezusa z Piotrem (Mt 16, 21-27) i o Jego trudnej odpowiedzi, danej Piotrowi.Medytacja biblijna na 22 niedzielę zwykłą

Tekst ewangelii: Mt 16,21-27

Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie. Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie. Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.

Wziąć krzyż

Bierność i aktywność potrzebne są w podejściu do tajemnicy krzyża. To podjęcie współodpowiedzialności za dzieło Boże. Nie ma siedzenia z założonymi rękami, jakiegoś zbijania bąków czy dłubania palcem w nosie. Nie Bóg go wymyślił, ale sam go podjął, by nie stał się znakiem hańby i śmierci, ale znakiem zbawienia i życia.
Krzyż można nieść na barkach, a można go wlec za sobą. Chyba nie trzeba tłumaczyć, która postawa i dlaczego lepszą jest. Utrata życia nie ma nic wspólnego z samobójstwem, zabijaniem siebie. To zwrócenie uwagi na to, iż źródło tegoż życia w Bogu się znajduje, że poza Nim króluje śmierć!

Uwiodłeś mnie, Panie

Bóg dał się uwieść człowiekowi! Wszystko dla mnie uczynił i czyni nieustannie. A bez tego piotrowego doświadczenia nie myślimy o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie nasza ocena sytuacji stanie się jakże ograniczona i zredukowana. Panika i gwałtowne nieprzemyślane ruchy owładną codzienności i nic nie będzie się nam podobało.
Jego droga moją drogą, jeśli tylko idę za Nim. Bo naśladuję Go nie na moich warunkach. Idę po śladach starannie i uważnie nakładając moje stopy na ślady Jego stóp. Trasa wędrówki ma jeden cel: powrót do domu Ojca, a wiedzie przez kilka szczytów: Tabor, Golgota i poranek wielkanocny. Taka kolej rzeczy i biada temu, kto próbuje ją zmieniać. Dobrego chrupiącego chleba nie da się zrobić bez umieszczenia go w piekarniku. Małe dziecko podczas nauki chodzenia nieraz się poobija i nikt się temu nie dziwi. Każda chwila przybliża nas do spotkania ze śmiercią, a zależy ono od spojrzenia na to doświadczenie.

Szkoda na duszy

Jeszcze jedno. Cóż to za korzyść, jakaż wielka musiałaby być (cały świat zyskać), skoro jej osiągnięcie doprowadzi do szkody na duszy? Nie myślimy o duszy. Uważamy ją za coś abstrakcyjnego, niezrozumiałego, a przecież intuicyjnie doskonale wiemy, jak wiele od jej stanu zależy.
Co to takiego? Nie umiem tego zdefiniować. Jakiś opis? Ojciec, który zaharowuje się kilkanaście godzin dziennie dla swej żony i dzieci, by wszystko miały, ale odczuwa w swym sercu nieokreślone uczucie, że to nie jest wszystko, że czegoś w tym brakuje. I ten ból jest właśnie bólem duszy. Wcale nie idzie o samozadowolenie. Matka, której syn schodzi na złą drogę też taki ból duszy odczuwa. Nauczyciel, który mimo włożonego wysiłku widzi jak jego poczynania idą na marne.
Tego bólu nie da się uniknąć, ale róbmy co się da, by nie ponosić szkody na duszy. Rany na duszy są niewidoczne, ale jakże bolesne! Stracone zaufanie. Zdrada współmałżonka. Fałszywe obmówienie. I wiele innych temu podobnych. Gdzieś wspólnym ich mianownikiem jest owo nieuporządkowane pragnienie osiągnięcia  własnej korzyści.

                                                                                                                                                             o. Robert Więcek SJ



MEDYTACJA BIBLIJNA NA 21 NIEDZIELĘ ZWYKŁĄ

 

Prawda o mnie z objawienia
Medytacja biblijna na 21 niedzielę zwykłą

Tekst ewangelii: Mt 16,13-20

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.

Gadamy banialuki

Na pierwszy rzut oka wiemy, co byśmy odpowiedzieli, ale odczuwamy wielki niedosyt. Trochę tak jakbyśmy gadali banialuki.
Kim dla mnie jest Jezus Chrystus? To pytanie wierci w głowie nieliche dziury, wzbudza wahanie czy nawet niepokój. Nie dlatego, że się Go wstydzimy, ale dlatego, że czujemy się nieprzygotowani. Dlatego też w większości przypadków odpowiadając na to zapytanie odpowiadamy na pierwsze pytanie z dzisiejszej ewangelii: Za kogo uważają inni Pana Jezusa?
Zauważmy, że to sam Pan stawia to pytanie. Nie dla Niego, bo On wie, kim jest! To pytanie jest dla nas, byśmy nieustannie postępowali w rozwoju, w poznawaniu Pana, w uświadamianiu sobie kim On jest. Jeśli Bogu nie odpowiemy to nie liczmy, że ludziom damy właściwą odpowiedź. Cóż znaczy, iż mówię, że Pan Jezus jest moim Oblubieńcem? Czymże jest wyznawanie, że Bóg jest moim Panem i Królem? Jestem zobowiązany do wiedzy tzn. żebym wiedział, co mówię.

Co, komu i kiedy

Jednak o jednej rzeczy należy wspomnieć. Nie zawsze ludzie pytając nas o powody naszego życia w Chrystusie chcą słyszeć odpowiedź. W wielu przypadkach już mają ją gotową, a z nas się nabijają. Pamiętamy z ewangelii posłanie siedemdziesięciu dwóch? Jak nie chcą was słuchać czyli pokój Boży na nich nie zstąpi to idźcie dalej. Idzie o to, by wiedzieć (i rozeznawać) co, komu i kiedy powiedzieć. Nie rzuca się pereł przed wieprze!

Przyjąć objawienie o sobie

Na jedno trzeba nam się zgodzić! Tak naprawdę to Ojciec objawia nam właściwą odpowiedź. Jest nią Słowo Odwieczne, Syn Boży, Jezus Chrystus, Mesjasz.
Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Szczęśliwy jesteś, gdy znasz odpowiedź, gdy ona jest darem Bożym przyjętym i wysłuchanym. Szczęście z przyjęcia objawienia Ojca. Wtedy odkrywam Boga i siebie naprawdę.
Tak, wiedząc kim jest dla mnie Pan Jezus (nie wymyślając odpowiedzi, ale ją otrzymując jako dar) zaczynam też poznawać siebie samego, moje prawdziwe imię i zadanie, które mam do wykonania.
Z objawienia? Bo jestem dzieckiem Boga, dziełem Bożym, darem Bożym, na obraz i podobieństwo Boże stworzony, krwią Syna Bożego odkupiony. Jestem z wieczności i do wieczności.

o. Robert Więcek SJ



MEDYTACJA BIBLIJNA NA UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWZIĘCIA NMP

 

Świadomie do nieba

Medytacja biblijna na uroczystość Wniebowzięcia NMP

Tekst ewangelii: Łk 1,39-56

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana. Wtedy Maryja rzekła: Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Święte jest Jego imię a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją. On przejawia moc ramienia swego, rozprasza ludzi pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia. Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje jak przyobiecał naszym ojcom na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki.

 

Uwierzyć obietnicy

 

Uwierzyć Bogu, a wtedy otwierają się przed nami horyzonty! Małe i wielkie, wspaniałe i niepozorne stoją obok siebie i wcale sobie nie przeszkadzają. Każde na swoim miejscu i dopełniające całości. Błogosławiona jesteś, bo uwierzyłaś, że spełnią się słowa powiedziane ci przez Pana. Bóg błogosławi człowieka w każdym miejscu i każdym czasie. A Ona, Matka Pana, umiała to dostrzec.

Uwierzyć Bogu to poznać Jego obietnice i uwierzyć, iż spełniają się ona codziennie w naszym życiu. Jakie? Przypomnieć sobie można obietnice związane z sakramentem chrztu świętego: dziećmi Bożymi się staliśmy, do wspólnoty Kościoła zostaliśmy przyjęci, a przede wszystkim Bóg zamieszkał w nas, staliśmy się świątynią Ducha Świętego. Bo obietnice są nam dane i Bóg jest wierny swemu słowu. Maryja uwierzyła słowu Boga i stała się Matką Pana.

 

Pasują do siebie

 

Owa równowaga, stanie obok siebie rzeczy, które do siebie na pierwszy rzut oka nie pasują, jest znakiem firmowym tego zawierzenia Bogu. Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny! A jakie? Żyję, poruszam się, oddycham. Mam co zjeść. Mogę ugasić pragnienie. Chodzę, widzę, dotykam. Właśnie, wielkie małe proste złożone rzeczy Pan mi uczynił!

W tych samych kategoriach patrzeć chcę na bliźniego, bo przez niego Bóg też działa w mym życiu. Skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie przynosząc mi samego Boga?

U podstaw tego mieszczą się zamysły serca. To w nim rozpoczyna się albo nigdy nie ma początku zawierzenie Bogu.

 

Dla nieba zostaliśmy stworzeni!

 

Tak właśnie dokonuje Bóg naszego wniebowzięcia. Z duszą i ciałem została wzięta do nieba, mówi dogmat o Wniebowzięciu. Cała znalazła się u Boga, bo takie jest przeznaczenie człowieka. Nie ma rzeczy na świecie ani wydarzenia w życiu człowieka, które nie miałoby miejsca u Boga. Jego miłosierdzie ogarnia stworzenie.

Jednak owo przeznaczenie nie jest jakimś ślepym fatum, któremu musimy się poddać. Nasza współpraca z tym wniebowzięciem jest nieodzowna. Bóg na siłę i na oślep nie ciągnie do nieba. Wystarczy Mu najmniejszy odruch, znak, gest z naszej strony. Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego. Przemyślana, po zastanowieniu dana odpowiedź sięga samego Boga. Ta z kolei prowadzi do bycia świadkiem, rzekłbym mimowolnym świadkiem, bo wystarczył głos pozdrowienia, aby Elżbieta odczuła i Jan Chrzciciel przeżył spotkanie z przychodzącym Bogiem. W wielu przypadkach nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, że niesiemy Boga! Wniebowzięcie Matki Bożej przypomina nam o tym i zachęca, byśmy czynili to świadomie.

 

o. Robert Więcek SJ



MEDYTACJA BIBLIJNA NA 20 NIEDZIELĘ ZWYKŁĄ

 

Mówić sercem i z serca
Medytacja biblijna na 20 niedzielę zwykłą

Tekst ewangelii: Mt 15,21-28

     Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: Odpraw ją, bo krzyczy za nami! Lecz On odpowiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: Panie, dopomóż mi! On jednak odparł: Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom. A ona odrzekła: Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów. Wtedy Jezus jej odpowiedział: O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz! Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.

Prosić to ludzkie

     Kobieta kananejska. Nie poddaje się niemocie. Dziś takie sprawy każe się załatwiać w prywatności, bez krzyku na zewnątrz, byle tylko nie robić zamieszania. Boli ją i nie boi się krzyczeć. I o żaden ekshibicjonizm tu wcale nie idzie. Głupcami jesteśmy dusząc w sobie cierpienie, które nosimy. Niewypowiedziane staje procesem, który doprowadza do wybuchu wulkanu i wylania się lawy niszczącej wszystko na swej drodze. Cierpienie może pomieszać w głowie! Wsłuchajmy się w wołanie matki, której córka ma się bardzo źle.
Dlaczego chcemy ukrywać takie doświadczenia? Przed kim (i dlaczego) chcemy zabłysnąć? Bo o pomoc prosić trzeba? A to takie upokarzające? Tak? Na pewno? Przecież człowiek będąc stworzonym jest zależny czyli potrzebuje pomocy. Udając, że jej nie potrzebuje, że jest samowystarczalnym ogłasza, że wszystko jest w porządku.
Proszenie to ludzka postawa nikomu nie uwłaczająca. Co więcej, zaznacza ona, że jesteśmy świadomi tego, kim jesteśmy. Liczyć nam trzeba na Boga! Ta kobieta z ewangelii robiła co po ludzku możliwym było, a kiedy się okazało, że człowiek nic nie może zwróciła się do Pana i to z jaką mocą.

Niespełnione zachcianki

      Tak brzydko ją potraktował, myśli wielu z nas. Nawet nie odezwał się ani jednym słowem. Zbył ją. Czyżby Bóg odrzucał proszącego o pomoc? Czyżby nie interesował się potrzebującym? Jeśli taki jest nasz tok myślowy to podobni jesteśmy do uczniów. Odpraw ją, bo krzyczy za nami. Nie potrafią znieść krzyku bólu serca matki walczącej o swe dziecko. Bo ten krzyk w ich uszach rozbrzmiewa jak wielki bijący dzwon, dzwon prawdy o nas i naszym życiu. Lepiej zagłuszyć, zatkać uszy i nic nie słyszeć. Tak naprawdę jeśli myślimy, że brzydko ją potraktował to nie mamy na uwadze jej tylko nas samych i nasz święty spokój.
Kobieta kananejska wiedziała kogo prosi i wierzyła, że otrzyma pomoc (wystarczy wsłuchać się w pochwałę jej wiary). My obrażamy się na Pana, bo nie jest na nasze skinienie, bo nie spełnia wszelkich naszych zachcianek, które bezczelnie i przewrotnie nazywamy prośbami nie cierpiącymi zwłoki w ich spełnieniu.
Bóg wcale nie chce, żebyśmy poniżali się. Słyszymy, że dziś ludzie gotowi się na wszystko, by coś osiągnąć. Na największe poniżanie, byle tylko do celu dojść (są też tacy, którzy to wykorzystują!). Pan szanuje człowieka i jego godność. Gdyby ta kobieta poczuła się poniżona nie prosiłaby z taką natarczywością. Nie straciła głowy wobec ogromu doświadczanego cierpienia. Jakże wspaniale i umiejętnie rozmawia z Panem Jezusem! Pertraktacje? Sztuka manipulacji? Nie. To serce, które przemawia do serca, to matka, która kocha dziecko i wierzy, że w Bogu znajdzie siłę.

o. Robert Więcek SJ



MEDYTACJA BIBLIJNA NA 19 NIEDZIELĘ ZWYKŁĄ

Wchodzi do łodzi z darem pokoju

Medytacja biblijna na 19 niedzielę zwykłą

Tekst ewangelii: Mt 14,22-33

Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym.

Nakarmieni i głodni

Eucharystia nieodzowna w naszym przechodzeniu na drugi brzeg. Pokarm na drogę. Pokarm, który bierze i przyjmuje Syn Boży. Obejmuje ona cały wszechświat. Wszystko w niej oddajemy Bogu, a tak naprawdę to Bóg oddaje człowiekowi. Chleb owoc ziemi i pracy rąk ludzkich, wino znak radości i jednocześnie wyraz cierpienia. Rozmnożenie chlebów jest zaczynem Eucharystii.
Pojedli i zapomnieli. Nie wykorzystali mocy, która w chlebie jest zawarta! Zmarnować chleb – ileż poniewiera się go po naszych ulicach?! Ileż go na wyciągnięcie ręki, a my depczemy albo obojętnie przechodzimy obok?!
I lęk zdobywa nasze serce i jeśli nawet rzucamy się w otchłań na słowo Pana to nie możemy chodzić po wodzie. Toniemy. Na nic zdadzą się zapewnienia, iż przestanie miotać łodzią, że wiatr przeciwny zniknie.
Nie jesteśmy przygotowani na burzę! Ale czy Pan Jezus obiecywał, że nie będzie burzy? Zbyt dobrze zna życie ludzkie. Przypowieść o budowanym domu i zapowiedź nadejścia huraganu, który uderzy w budowlę jest jedną z najbardziej realistycznych.

Wszedł do łodzi

Uspokoiło się wtedy, gdy wsiedli do łodzi tzn. gdy Pan Jezus został zaproszony i zajął miejsce w ich życiu. Nie tyle zdumiał ich cud chodzenia po wodzie, który pojęli znacznie później, ile owo uciszenie się wiatru, uspokojenie, pokój zapanował w ich sercach. A wtedy są gotowi. Widzą, robią gest (upadają przez Panem Jezusem), którego nigdy by nie wykonali przed człowiekiem i nie boją się wyznać wiary: Prawdziwie jesteś Synem Bożym.
Przyjęcie Komunii św. jest takim wejściem Boga do łodzi naszego życia miotanej codziennymi troskami i kłopotami. Nie po to wchodzi, by je rozwiązać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale po to, by być obecny w nich, a robi to jak powiew łagodnego wietrzyku, który dotyka delikatnie zmęczonej twarzy i przynosi orzeźwienie po gorącym południu.

                                                                                                                                                 o. Robert Więcek SJ