W górę serca

Całą parą

Pewien biznesmen, nieustannie czyś zajęty, donośnym głosem przywołał taksówkę, wskoczył do niej i z wściekłością powiedział:
– Szybko! Niech pan jedzie pełną parą!
Taksówkarz ruszył, aż zapiszczały opony, i jak najszybciej pognał przed siebie. Po krótkiej chwili pasażerowi wydało się to dziwne.
Pochylił się w stronę kierowcy i zapytał:
– Czy powiedziałem panu, dokąd mamy jechać?
Kierowca odpowiedział mu ze spokojem:
– Nie, ale gnam tam najszybciej, jak tylko umiem!

Można również żyć „na oślep”.

Bruno Ferrero

Symbol wiary

W poznawaniu i wyznawaniu wiary przyjmij i zachowaj tylko to, co przekazuje ci teraz Kościół, a potwierdza całe Pismo święte. Ale nie wszyscy mogą czytać Pisma. Jednym utrudnia brak wykształcenia, innym na przeszkodzie stoją różnorodne zajęcia. Aby więc na skutek nieświadomości dusza nie doznawała szkody, w krótkich zdaniach Symbolu obejmujemy całą naukę wiary.
Tę wiarę polecam ci przyjąć jako wiatyk na całe życie. Poza nią niczego już więcej nie przyjmuj, nawet gdybym ja sam, zmieniwszy zdanie, zaczął mówić co innego niż to, czego uczę cię dzisiaj; nawet gdyby anioł przeciwnik "przemieniony w anioła światłości" chciał wprowadzić cię w błąd. "Gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą – obecnie – otrzymaliście, niech będzie wyklęty".
Teraz więc słuchając uważnie słów, staraj się zapamiętać prawdy wiary. W stosownym czasie zechciej poznać świadectwa Pisma odnoszące się do poszczególnych stwierdzeń. Symbol wiary nie został ułożony według ludzkiego upodobania, ale stanowiąc wybrane najważniejsze wypowiedzi Pisma, zawiera całą doktrynę wiary. Podobnie jak ziarnko gorczycy zawiera w zalążku liczne gałęzie, tak i Symbol wiary w nielicznych słowach obejmuje całą naukę zarówno Starego, jak i Nowego Testamentu.
Baczcie przeto, bracia, i strzeżcie nauki, którą teraz otrzymujecie, a wypiszcie ją "na tablicach waszych serc".

św. Cyryl Jerozolimski

W świecie

W świecie przemądrzałym
jak w obórce bez okna
chodzi tam i z powrotem
moja wiara samotna

czujna jak babcia
czasem trąbi do ucha
gdyby starczyło wiedzieć
byłaby tylko Nauka

choćbyś jak paw wrzeszczał
niemądry dumny ładny
kochać – to być po prostu
wszechmogącym bezradnym

ks. Jan Twardowski

Sukces

Na pokładzie tego samego statku do Stanów Zjednoczonych wracał pewien misjonarz, który spędził wiele lat w Chinach, oraz znany śpiewak, który był tam tylko dwa tygodnie.
Kiedy dopłynęli do Nowego Jorku, misjonarz ujrzał wielki tłum wielbicieli oczekujących powrotu śpiewaka.
– Panie, nie pojmuję tego – mruknął nieco rozgoryczony. – Poświęciłem Chinom czterdzieści dwa lata mojego życia, a on tam był tylko przez dwa tygodnie i jego witają serdecznie w domu tysiące ludzi, a na mnie nie czeka absolutnie nikt.
Pan odpowiedział:
– Synu, skąd ta gorycz? Przecież nie jesteś jeszcze w domu.

Któregoś dnia turysta odwiedził słynnego rabina.
Zdziwił go niesłychanie widok domu rabina, wszystkie pokoje wypełniały jedynie książki, zaś całe umeblowanie stanowił stół i krzesło.
– Rabbi, gdzie są twoje meble? – spytał turysta.
– A gdzie są twoje? – zareplikował rabin.
– Moje? Ależ ja jestem tutaj jedynie przejazdem!
– Ja także – odparł rabin.
Bruno Ferrero

Gdyby wszystkie matki na ziemi zobaczyły choć przez chwilę niebo,
to każda z nich chciałaby, aby jej dziecko umarło.
św. Ojciec Pio

Podarowany czas

W piękne letnie popołudnie młoda kobieta przysiadła się do nieznajomego, który siedział na parkowej ławce, znajdującej się na skraju placu zabaw.
– Ten malec w czerwonym sweterku na zjeżdżalni to mój syn – objaśniła swojego sąsiada.
– Naprawdę miły chłopak – powiedział mężczyzna. – Mój syn to ten w niebieskim skafandrze na huśtawce.
Mówiąc to, spojrzał na zegarek i zawołał w stronę syna:
– Stefan, powinniśmy już iść do domu.
– Jeszcze tylko pięć minut! Proszę, tato, tylko pięć minut – błagał Stefan ojca, który na znak, że się zgadza, skinął głową i syn od nowa rozkołysał huśtawkę.
Ojciec ponownie usadowił się na ławce, wystawił na kilka minut twarz do słońca i przyglądał się dziecięcym zabawom. Po czym zawołał:
– Chodź, Stefan, idziemy.
– Ach, tato, jeszcze pięć minut. Proszę, jeszcze tylko pięć minut!
Ojciec uśmiechnął się i rzekł:
– No, dobrze, niech będzie!
– Z pana to naprawdę wyrozumiały ojciec – powiedziała młoda kobieta.
– Taki znowu wyrozumiały to ja wcale nie jestem. Postępuję tak bardziej ze względu na siebie – odrzekł mężczyzna.
– Wie pani, przed rokiem mój starszy syn Florian uległ śmiertelnemu wypadkowi, przejechany tu w pobliżu na swoim rowerku przez pijanego kierowcę. Z powodu swojej pracy nigdy nie spędzałem z Florianem dużo czasu, a teraz wszystko bym dał za pięć minut przebywania z nim. Przyrzekłem sobie, że w przypadku Stefana nie popełnię drugi raz takiego samego błędu. On myśli, że zyskał jeszcze pięć minut, by się pohuśtać. W rzeczywistości to ja otrzymałem jeszcze pięć minut, by móc popatrzeć, jak mój syn się bawi.
Norbert Lechleitner – Słońce dla duszy

Żona doskonała

Mułła Nasrudin siedział w swoim sklepie z herbatą, gdy przyszedł sąsiad, by z nim porozmawiać.
– Mułła, przygotowuję się do ożenku – powiedział. – Jestem tym bardzo podekscytowany. Czy ty nigdy nie myślałeś o tym, żeby się ożenić?
Nasrudin odrzekł:
– Tak, myślałem o tym. Kiedy byłem młody, bardzo chciałem to zrobić. Chciałem znaleźć doskonałą żonę. Zacząłem podróżować, by ją znaleźć. Udałem się do Damaszku, tam znalazłem piękną kobietę, pełną wdzięku, uprzejmą i uduchowioną, ale nie znała spraw świata. Udałem się więc w dalszą podróż, do Isphahanu. Tam znalazłem kobietę uduchowioną i światową, piękną pod wieloma względami, ale nie mogliśmy się porozumieć. W końcu udałem się do Kairu i po długich poszukiwaniach znalazłem. Była głębokiego ducha, piękna pod każdym względem, umiała znaleźć się w świecie, jak i żyć tym, co przekracza ludzki wymiar. Wiedziałem, że znalazłem doskonałą żonę.
Na koniec przyjaciel zadał mu kolejne pytanie:
– Mułło, powiedz, dlaczego jej nie poślubiłeś?
– Och, niestety – odrzekł Nasrudin kiwając głową – również ona szukała idealnego męża.


Pewien kawaler chciał, aby komputer znalazł mu doskonałą partnerkę.
– Chcę dziewczynę drobną, piękną, uprawiającą sporty wodne i lubiącą przebywać w grupie.
Komputer odpowiedział:
– Ożeń się z pingwinem.

Kochać oznacza przyjmować „innego” z jego sposobem bycia, z jego innością, z jego wadami, a nie kopię naszych snów.
Doskonały mąż to nie ten, który chce mieć doskonałą żonę.

Bruno Ferrero

Wiara

Pola były wysuszone i spękane z braku deszczu. Liście, wyblakłe i pożółkłe, zwisały ciężko z gałęzi. Trawa znikła z łąk. Ludzie, spięci i nerwowi, spoglądali w niebo, przypominające kobaltowo błękitny kryształ.
Kolejne tygodnie były coraz gorętsze. Od miesięcy nie spadła kropla deszczu.
Wiejski proboszcz zorganizował specjalne modlitwy na placu przed kościołem, dla wyproszenia łaski deszczu.
O ustalonej godzinie plac był wypełniony zniecierpliwionymi, ale pełnymi nadziei ludźmi. Wielu przyniosło ze sobą przedmioty, które miały świadczyć o ich wierze. Proboszcz oglądał z podziwem Biblie, krzyże, różańce.
Nie potrafił jednak oderwać oczu od dziewczynki, siedzącej z godnością w pierwszym rzędzie.
Na kolanach trzymała czerwony parasol.

Modlić się to wołać o deszcz, wierzyć to przynieść parasol.

Bruno Ferrero

Na progu

O zmierzchu pewien rolnik usiadł na progu swej skromnej chaty, aby nacieszyć się wieczornym chłodem. Obok jego chaty biegła droga wiodąca do wsi. Przechodzący nią mężczyzna zauważył siedzącego rolnika i pomyślał: „Ten człowiek to przykład leniwca. Nic nie robi, spędza cały dzień siedząc na progu domu…”.
Trochę później przechodził ktoś inny i pomyślał: „To jakiś podrywacz. Siedzi i patrzy na przechodzące kobiety, i być może zaczepia je i molestuje…”.
W końcu przechodził jakiś obcy, kierując się do wioski, i pomyślał: „To na pewno pracowity człowiek. Trudził się cały dzień i teraz ma zasłużony odpoczynek”.
W rzeczywistości niewiele możemy powiedzieć o rolniku, który siedział na progu swego domu. Inaczej ma się rzecz z trzema przechodniami udającymi się do wioski: pierwszy to próżniak, drugi to podejrzany typ, a trzeci to człowiek pracowity.

Wszystko, co mówisz, mówisz o sobie; szczególnie, gdy mówisz o innych.

Bruno Ferrero – 365 krótkich opowiadań dla ducha

Mimo braku dopasowania

Nadesłał Mario

Celibat

Młody mnich zagadnął starszego na temat zbiorów znajdujących się w klasztornej bibliotece.
– Mistrzu, wybacz, że pytam, ale co by się stało, gdyby mnich przepisujący księgi się pomylił i jakieś zdanie przepisał błędnie?
– Nie, to niemożliwe, nikt się nie myli.
– No, ale jakby się ktoś pomylił, to co by się stało?
– Mówię ci, że nikt się nie myli. Znasz reguły zakonu na pamięć? Przyniosę ci jedną z pierwszych kopii i zobaczysz, że nic a nic nie odbiega od tej, z której i ty się uczyłeś…
– Mnich poszedł po ów tekst i nie ma go godzinę, dwie, trzy… W końcu młody mnich zniecierpliwił się i poszedł szukać mistrza. Znalazł go w bibliotece szlochającego nad dwoma księgami reguł zakonnych.
– Mistrzu, co się stało?!
– W najstarszym tekście jest napisane „będziesz żył w celi bracie”, a w kolejnych kopiach „będziesz żył w celibacie”…