Napisz do nas
Czytania liturgiczne

W górę serca

Meteory

W pierwszą niedzielę czerwca odbyła się parafialna, autokarowa pielgrzymka na Meteory.

Odwiedziliśmy trzy klasztory: Wielką Meteorę czyli klasztor Przemienienia Pańskiego, Varlaam –

klasztor Wszystkich Świętych oraz żeński klasztor św. Barbary.

Największe wrażenie sprawił klasztor

Wielka Meteora za względu na Świątynię z bogatą polichromią oraz ilość eksponatów które można

w nim oglądać ( stare naczynia i narzędzia pracy) a także ze względu na wieżę z balkonem, na którą

przy pomocy sieci niegdyś dostawali się mnisi do monasteru.

Klasztor Varlaam jest zamieszkiwany prze mnichów. Również posiada kościół bogato zdobiony

freskami. Aktualnie trwa remont klasztoru.

W centrum Meteor znajduje się skała z żeńskim klasztorem Rusanu. W małym klasztorze można

podziwiać prawosławny kościół. Większość innych pomieszczeń nie jest udostępniona dla

zwiedzających, ponieważ jest zamieszkiwana przez siostry.

Mieliśmy również okazję zachwycać się pięknem krajobrazu i na widokowych tarasach robić zdjęcia.

W pielgrzymce wzięło udział 51 osób.

Czuwanie przed zesłaniem Ducha Świętego.

 

Adwentowe zaproszenie

 

Zapraszam każdego chrześcijanina, niezależnie od miejsca i sytuacji, w jakiej się znajduje, by odnowił dzisiaj swoje osobiste spotkanie z Jezusem Chrystusem, albo przynajmniej podjął decyzję gotowości spotkania się z Nim, szukania Go nieustannie każdego dnia. Nie ma racji, dla której ktoś mógłby uważać, że to zaproszenie nie jest skierowane do niego, ponieważ «nikt nie jest wyłączony z radości, jaką nam przynosi Pan» . Kto zaryzykuje, by uczynić mały krok w kierunku Jezusa, tego Pan nie zawiedzie, przekona się, że On już na niego czekał z otwartymi ramionami. Wtedy jest sposobna chwila, by powiedzieć Jezusowi Chrystusowi: «Panie, pozwoliłem się oszukać, znalazłem tysiąc sposobów, by uciec przed Twoją miłością, ale jestem tu znowu, by odnowić moje przymierze z Tobą. Potrzebuję Cię. Wybaw mnie ponownie, Panie, weź mnie w swoje odkupieńcze ramiona». Jak dobrze powrócić do Niego, gdy się pogubiliśmy!

Powtarzam jeszcze raz z naciskiem: Bóg nigdy nie męczy się przebaczaniem nam; to nas męczy proszenie Go o miłosierdzie. Ten, który zachęcił nas do przebaczenia «siedemdziesiąt siedem razy» (Mt 18, 22), daje nam przykład: On przebacza siedemdziesiąt siedem razy. Za każdym razem bierze nas w swoje ramiona. Nikt nie może nas pozbawić godności, jaką obdarza nas ta nieskończona i niewzruszona miłość. On pozwala nam podnieść głowę i zacząć od nowa, z taką czułością, która nas nigdy nie zawiedzie i zawsze może przywrócić nam radość.

Nie uciekajmy przed zmartwychwstaniem Jezusa, nigdy nie uważajmy się za martwych, niezależnie od tego, co się dzieje. Nic nie może być większe od Jego życia, które pozwala nam iść naprzód.

 

(papież Franciszek, Evangelii Gaudium, 3)


Modlitwa pięciu palców

Modlitwa pięciu palców (autor: papież Franciszek, gdy był arcybiskupem Buenos Aires)

1. Kciuk jest palcem, który jest najbliżej ciebie. Zacznij więc modlitwę modląc się za tych, którzy są ci najbliżsi. Są to osoby, które najłatwiej sobie przypomnieć. Modlić się za tych, których kochamy to słodki obowiązek.

2. Sąsiedni palec jest palcem wskazującym. Pomódl się za tych, którzy wychowują, kształcą i leczą. Oni potrzebują wsparcia i mądrości by prowadzić innych we właściwym kierunku. Niech stale będą obecni w twoich modlitwach.

3. Palec środkowy jest najwyższy z palców. Przypomina nam o naszych przywódcach, liderach, rządzących, tych, którzy mają władzę. Oni potrzebują Bożego kierownictwa.

4. Kolejny palec to palec serdeczny. Zaskakujące, ale jest naszym najsłabszym palcem. Przypomina nam on by modlić się za słabych, chorych, strapionych i obciążonych problemami. Oni potrzebują twojej modlitwy.

5. W końcu nasz mały palec, najmniejszy ze wszystkich. Powinien on przypominać ci o modlitwie za siebie samego. Kiedy zakończysz modlić się za cztery grupy wymienione wcześniej, twoje własne potrzeby ujrzysz we właściwej perspektywie i będziesz gotów by pomodlić się za siebie samego w sposób bardziej prawdziwy i skuteczny. Amen.

Otwórz Bogu serce swoje

Jeden z sąsiadów zastał Nasruddina na kolanach, szukającego czegoś.
– Czego szukasz, mułło?
– Mojego klucza. Zgubiłem go.
I obaj, na klęczkach zaczęli szukać zgubionego klucza.
Po chwili zapytał sąsiad:
– Gdzie go zgubiłeś?
– W domu.
– Święty Boże! W takim razie, dlaczego szukamy tutaj?!
– Bo tu jest więcej światła.
 
Cóż jest warte szukanie Boga w miejscach świętych, jeśli zgubiłeś Go w swoim sercu?

Rzeźbiarz

LewRzeźbiarz sprawnie obciosywał młotem i dłutem wielki blok marmuru.  Przechodzący tamtędy chłopiec zatrzymał się przed otwartymi drzwiami pracowni, liżąc loda. Malec zamarł, zafascynowany deszczem białego pyłu oraz fragmentu skały – małych i wielkich – sypiących się na wszystkie strony. Nie miał pojęcia, co tam się dzieje; ten człowiek, walący jak furiat w wielką skałę, wydawał mu się trochę dziwny.
Kilka tygodni później chłopiec znów przechodził koło pracowni i – ku wielkiemu swojemu zdziwieniu – ujrzał wielkiego i przerażającego lwa w miejscu, gdzie przedtem stał marmurowy głaz.
Zachwycone dziecko podbiegło do rzeźbiarza i rzekło do niego:
– Proszę pana, proszę mi powiedzieć, skąd pan wiedział, że w tym kamieniu był schowany lew?

Pewien mistrz utrzymywał, że posiada księgę, zawierającą wszystko, co jest potrzebne do pojęcia i poznania Boga. Nikt nigdy tej księgi nie widział, aż któregoś dnia pewien naukowiec, usilnie prosząc, dostał ją od mistrza. Zabrał ja do domu i otworzył z ciekawością…  Każda strona księgi była biała.
– Ależ w książce niczego nie ma! – buntował się naukowiec.
– Wiem – odpowiedział zadowolony mistrz – ale spójrz, jak wiele rzeczy sugeruje!

Wszystkie chwile twojego życia to białe strony.
To ty masz je zapisać.
Nawet jeśli komuś będziesz wydawał się kawałkiem kamienia, jest w tobie ukryty lew.
Tylko ty możesz go uwolnić.

Bruno Ferrero –  Życie jest wszystkim, co posiadamy

***

Żebym nie zasłaniał sobą Ciebie
nie zawracał Ci głowy kiedy układasz pasjanse gwiazd
nie tłumaczył stale cierpienia – niech zostanie jak skała ciszy
nie spacerował po Biblii jak paw z zieloną szyją
nie liczył grzechów lżejszych od śniegu
nie kochał długo i niepewnie
nie załamywał rąk nad okiem Opatrzności
żeby serce moje nie toczyło się jak krzywe koło
żeby mi nie uderzyła do głowy świecąca woda sodowa
żebym nie palił grzesznika dla jego dobra
żebym nie tupał na tych co stanęli w połowie drogi
pomiędzy niewiarą a ciepłem
nie szczekał przez sen
a zawsze wiedział że nawet największego świętego
niesie jak lichą słomkę mrówka wiary

ks. Jan Twardowski

Boże drogi

     Pewien człowiek bardzo chciał poznać Bożą drogę, dlaczego świat wygląda jak wygląda. Kiedy położył się pod drzewem i rozmyślając nad tym prosił Boga o odpowiedź, stanął przy nim anioł i powiedział:
     – Chodź ze mną a pokażę ci drogi Pana. Nie namyślając się długo poszedł za aniołem. Spotkali na swojej drodze dwóch ludzi. Jeden człowiek zły wręczył złoty kielich drugiemu dobremu. Anioł zaczekał, aż zasną, zabrał kielich dobremu i zaniósł do złego. Człowiek idący z aniołem spytał:
     – Co robisz przecież to złodziejstwo. – Nie zadawaj pytań tylko chodź i patrz, a poznasz drogi Boże – odpowiedział anioł.
     Poszli więc dalej do chaty pewnego biednego człowieka. Gdy wyszedł z domu, anioł podpalił jego dom. Zirytowany człowiek idący z aniołem oburzył się na niego i zaczął gasić płomień, jednak anioł mu nie pozwolił:
     – Jak możesz podpalać dom tego biednego człowieka. Powinieneś pomagać ludziom, a nie ich dręczyć – krzyczał człowiek
     – Powiedziałeś, że chcesz poznać zamysł Boga nie wtrącaj się więc tylko chodź dalej!
     Idąc dalej dotarli do strumienia i zatrzymali się przed kładką. Gdy zbliżył się ojciec ze swoim synkiem i weszli na kładkę, anioł przewrócił kładkę tak, że ojciec z synkiem wpadli do wody. Prąd wody porwał dziecko i utopiło się. Ojciec wyszedł z wody i zasmucony wrócił do domu.
     – Nie tego już za wiele. Zniosłem jak okradłeś sprawiedliwego, podpalałeś dom biednego człowieka, ale to że zabiłeś niewinne dziecko to za dużo. Nie jesteś żadnym aniołem tylko demonem – krzyczał człowiek zdzierając kaptur z głowy anioła.
     – Jestem aniołem wysłanym na ziemię przez Boga aby wypełnić Jego wolę na ziemi, a tobie wyjaśnić jaka jest Jego droga – odpowiedział
     – Nieprawda Bóg taki nie jest. Na pewno nie kazał Ci robić tego co robisz – krzyczał dalej człowiek.
     – Dobrze! opowiem ci dlaczego zachowałem się właśnie tak w każdej sytuacji. Otóż w kielichu, który zabrałem sprawiedliwemu człowiekowi była trucizna. Gdybym zostawił ten kielich człowiek ten otrułby się. Człowiek podstępny, który chciał otruć sprawiedliwego poniesie karę za swoje czyny. Biedny człowiek, któremu podpaliłem dom, znajdzie w zgliszczach wielki skarb, który pozwoli mu żyć dostatnio do końca dni. Człowiek, którego spotkaliśmy tu nad strumieniem, był złym człowiekiem. Nie chce znać Boga i prowadzi życie bardzo rozwiązłe. Po stracie swego małego synka, który poszedł do Nieba, nawróci się do Boga i zmieni swe życie. Tak obaj będą w Niebie, Gdybym tego nie uczynił obaj zostaliby potępieni. Czy te wyjaśnienia pomogły ci zrozumieć wolę Bożą?
     Człowiek słuchając z zainteresowaniem opowieści anioła zrozumiał, że Bóg widzi wszystko inaczej i bardziej doskonale niż on sam. Zrozumiał też, że na wszystko ma najlepsze rozwiązanie, choć zewnętrznie wydaje się ono bardzo bolesne.

nadesłane przez siostrę Małgorzatę

Rozgrzeszenie

Świeżo upieczony ksiądz opowiadał – oczywiście bez szczegółów – o reakcji pewnej starszej pani, która przyszła do niego do spowiedzi. Po wyznaniu grzechów dawał jej jakieś wzniosłe pouczenia i zachęty. W pewnym momencie kobieta przerywa mu delikatnie i mówi: A teraz daj mi, synku, rozgrzeszenie.

Całą parą

Pewien biznesmen, nieustannie czyś zajęty, donośnym głosem przywołał taksówkę, wskoczył do niej i z wściekłością powiedział:
– Szybko! Niech pan jedzie pełną parą!
Taksówkarz ruszył, aż zapiszczały opony, i jak najszybciej pognał przed siebie. Po krótkiej chwili pasażerowi wydało się to dziwne.
Pochylił się w stronę kierowcy i zapytał:
– Czy powiedziałem panu, dokąd mamy jechać?
Kierowca odpowiedział mu ze spokojem:
– Nie, ale gnam tam najszybciej, jak tylko umiem!

Można również żyć „na oślep”.

Bruno Ferrero